::księga gości::

blogrolka
całajaskrawość
djamaladdin
donpepego
kibit
mama - mia
motylek
opluty
szybkozapominam
tractus-spinocerebellalis
więc
wnim
zagubinowo
yodel

owoce morza, nasze
rzutnik, nasz!

blogdebart
bogdan
charliethelibrarian
fotoplastikon
jak żyć
parzyszek
pejzaz
ratunku-co-robic
ritual-de-lo-habitual
rozmawiamy
shadowmage
swojanka
szprotestuje
zaglądają do knajp


już raczej nie napiszą
bluemauritius
inqbator
Pool
scenki-opowiedziane
odpryski
lorca
marginalny
the-long-kiss-goodnight
kandyd
szpil
taurus


archiwum
2012
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień



Pudło z fotkami
Holanda 2011
Amsterdam 1
Amsterdam 2
Amsterdam 3
Rotterdam
Egipt 2009
Egipt1
Egipt2
3miasto 2009
3miasto, u Ynez
Poznań 2009
Poznań - part one
Poznań - part two
Kreta 2008
Kreta - part five
Kreta - part four
Kreta - part three
Kreta 2008- koty kreteńskie
Kreta - part two
Kreta - part one
Barcelona
15-17 kwietnia 2008
18-19 kwietnia 2008
koty katalońskie
20-22 kwietnia 2008
Wrocław
wrzesień 2007
Morze
sierpien 2007
Jura krak-częst.
6-7 czerwca 2007
Praga

Toruń
luty 2007
Londyn

Włodawa 2 dni
w mieście W./SGB XI'05/







Obrazy
Digart wciągające
Beksiński metafizyczny, pogrążony w baroku i dygresjach
Sart galeria znanych i nie
Saudkowie niezwykle
photo mondo zdjęcia pana T.
Siudmak fantastycznie
Escher genialnie
Dali ekscentrycznie
Giger obco ;)

Dźwięki / Słowa / Kulturalnie (naturalnie!)
Fictionplane podoba się, dzięki DonPepego
A - ha od zawsze ;)
Skin Skin
skunk anansie
Osiecka taki optymizm, czy pesymizm
R. Sheckley mistrz opowiadań sf
Jonasz Kofta na poemie
T. Jastrun interesująco
Farben Lehre uparci, niebanalni, dla normalnych nienormalni
Mały Książę do poczytania w kilku językach
Ch. Belwit - już tylko na poemie do poczytania "mój życiorys przepadł"; ktoś
bez dech grupa
nic wielkiego
Piosenka w strefie
R. Kasprzycki pasjami :)
G. Turnau
Słodki Całus od Buby uwielbiam chłopaków z wybrzeża :)
M. Czyżykiewicz "bywam sam na sam..."
Wolna Grupa Bukowina w mp 3
Red Chot Chili Peppers
Placebo
Seal
Nick Cave moja ukochana jaskinia
Sting
Sisters of Mercy showcase
Stachura oficjalnie
J. Zieliński
M. Zabłocki uh! lubiem
Woody "Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o twoich planach na przyszłość."
R. Topor
A. Poniedzielski /poema/ życie - stary sposób na zbieranie zdziwień
Racjonalista wiedza to potęga
Esensja magazyn
kultura się dzieje aktualnie we wawie

Cała reszta
Wylęgarnia wyjątkowe zakupy
Diablo2 przydatne info
gazety i nie tylko
stars in black ma stasio pomysły :D
waligórski warto! klasyka
Pytony i już
wielka nasza sen o wielkości ;)
funiaste dla szanownych :D
fraglesowe widzenie świata nie dla konserw ;)
Bromba i inni czytało się ;)
piwo, drinki, wino wyskokowo

Pomocne
hydrozagadka
yoursgallery
po drugiej stronie lustra
Skład Butelek
panel
Okidoki nocleg w wawie
filmowo co słuchać u gutka
grono
SKRZYNKA MUZYCZNA :) login:niedoczekanie hasło: umpaumpa

Możesz napisać
albo nie
Koniec

W czwartek, tuż przed 18stą Kiculka przeszła przez tęczowy most. Już Jej nie ma, ale wiem, ze teraz kica po zielonej łące. Zasypiała na moich rękach, zasnęła spokojnie, lizała mnie po dłoni, głaskałam Ją i przytulałam, chrupała cichutko, z zadowoleniem a Kuba powiedział, że na koniec ziewnęła (nie widziałam, bo ją przytulałam). Potem dostała ostatnie środki, które sprawiły, że zasnęła na zawsze. Moja decyzja była konieczna, żeby nie cierpiała, była już chora za bardzo, przeżyła 9,5 roku, bardzo szczęśliwa, tak myślę i taką mam nadzieję. Kochana, głaskana, zadbana na 100%, w super otoczeniu i z jeszcze lepszym żarełkiem ;)

Zostawiłam ją w lecznicy, bo pogrzeb musiał być następnego dnia. Gdy wróciłam do domu, sprzątnęłam wszystko co mogłam, co było Jej, a Jej był w zasadzie cały pokój. Sprzątałam i wyłam. Dzięki Ynez za wsparcie od razu i Pat tez dzięki za potem. W piątek pojechałam z Madre po Kiculkę i zawiozłyśmy Ją na cmentarz dla zwierząt tuż pod wawą. Pięknie tam, gdy się przedostać od drogi, pomiędzy stacją benzynową a firmą jakąś tam, to cmentarz jest pod lasem a jego spora część już w lesie. I gdy już było po, gdy była pochowana przy Magicu (mój pies), to mi ulżyło i jakoś tak ciut  lepiej się poczułam. To dziwne i jednocześnie dobre miejsce, gdzie setki a nawet tysiące ludzi zostawiają swoich najlepszych/jedynych przyjaciół. Po wielu latach od pogrzebania psiaka, po pogrzebie Kicki, zdecydowałam się na płytę pamiątkową. Pojadę za kilka tygodni, znów zapalę lampkę, tak, tak samo jak się je zapala ku pamięci zmarłych ludzi. Na tym cmentarzu są setki kolorowych wiatraczków, sporo maskotek, zdjęcia, wiersze i w ogóle jest tam tak czule i ciepło, że sama chciałabym mieć tam urnę z własnymi prochami pogrzebaną. Dla mnie Kiculka była bliższa niż większość ludzi, była moim najbliższym przyjacielem i dlatego proszę, żeby nikt, kto nie jest w stanie tego zrozumieć (więzi i miłości pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem) nie napisał ani słowa w komentarzach. 

Cały czas za Nią tęsknię i nie bardzo umiem znaleźć sobie miejsce.


shingle 2012-04-29 22:44:26
skomentuj (6)
..

W ogóle wszystko ok. W szczególe też. Wstaję o 5.30, potem cały dzień coś, nie tylko 8 godzin w pracy (dobrze, że tylko osiem). Wszystko dobrze. I zupełnie nie wiem, dlaczego czasem pękam. Może się nie wysypiam, może mam humory. Może mam świadomość, że prawie jedyna istota mi bliska powoli odchodzi (ale trzyma się całkiem, dziś do 20-stej u weta, nawet pozytywnie po) i chce nadal być. Tu pytanie - czy mnie by się chciało? Pewnie nie.

Całkiem płytko ostatnio. I nic, że coś czytam (polecam ostatnie  „Lekarze, naukowcy, szarlatani” dla myślących ludzi, którzy nie lubią być manipulowani) i staram się też przeglądać recenzje, bo nigdzie nie chodzę. Nie pamiętam jak wygląda teatr, kino, ktoś bliski. Słucham radio roxy, utrzymuje mnie muzycznie w pionie. Reszta dowolnie. Teatrzyk na poziomie, jak mniemam. Przynajmniej czasem.

Miło będzie pojechać znów do Pragi  (kur..a 12 godz. w autokarze, bo lotniczy beznadziejnie drogi), ale miasto urocze, jakaś odmiana, znów zajrzę do Saudków (na pewno coś nowego w galerii) i do Muchy (tam nic nowego oczywiście ;) i jeszcze w parę fajnych miejsc tam. Lepsze to niż nic, ale szkoda, ze Madryt poleciał w zapomnienie. Ech. Tak to jest, gdy nie bardzo ma się możliwości, bo brak towarzystwa do podróży bardziej wymarzonych.

Odczuwam pisanie tu, pisaniem dla siebie, dawno tak nie miałam.

I nadal rzeka dzieciństwa a i kasabian (np. ten) jeszcze bardziej jakoś dobrze mi się słuchają. Nic wielkiego, ale to też dobrze mi gra.


shingle 2012-04-24 23:09:04
skomentuj (1)
że tę

Od kilku tygodni uwielbiam! Nie jestem fanką reggae, ale ten singiel z płyty Maleo Reggae Rockers „Rzeka dzieciństwa” fajnie misie wkręca, jest inny :) Dużo funk i groove, dzięki którym nie da się usiedzieć w miejscu a jeśli już, to tylko pozornie. 

*

Jajeczko, jajeczko się zbliżaaa! I długi weekend w związku z tym. 

Nie obchodzę tak, jak rzesza katolików, ale jak najbardziej poważam tradycję. Zwłaszcza, że lubię jajka (najmniej sadzone) i mogę jeść w każdej postaci! Dobra, wiem że nie o to chodzi. Odnośnie świąt, korzystam jako ateistka, bo szefostwo dało jutro dzień wolny. Wow. Oznaczało to tyle, że siedziałam dziś dłużej, kończąc prezentację na szkolenie na „po świętach”, by jutro nie wracać do fabryki (teoretycznie mogłam to zrobić w domu), ale część rzeczy mam tylko w formie papierowej, (nie chciało się zapisywać plików, oj nie) a tachać ze sobą/przesyłać, tudzież znów "grzebać" nie zamierzałam.

*

Nie chciałam nosić ciężrów także dlatego, że ograniczam tachanie owych. Od kilku tygodni zmagam się z problemem/kontuzją górnej części kręgosłupa, bardzo bolesną. I tu spostrzeżenie; gdybym chciała sobie pomóc a raczej specjaliści mieli by mi pomóc w ramach nfz, to na rehabilitację czekałabym mniej więcej do października. Ponieważ nie mogłam w miarę normalnie funkcjonować, wybrałam się do magicznego fizjoterapeuty prywatnie. Warte podkreślenia, że nie tylko jest polecany (taka szeptana reklama, pomógł kilku znajomym osobom) jak cała klinika zresztą, to ma mnóstwo kursów i szkoleń za sobą a do tego specjaliści z tej kliniki rehabilitują sportowców, np. naszą kadrę siatkarską. Uwierzyłam. Chodzę i płacę oczywiście, ale po dwóch wizytach jest wduża poprawa, więc nie żałuję. A ostatnio mam takie śmieszne, elastyczne plastry na plecach. Zapytałam, czy jest rzucik ‘w króliczki’, niestety można wybrać tylko kolor, rzucików nie ma. Wracając do sedna, jak człowiek ma się leczyć/zlikwidować ból, skoro ubezpieczenie proponuje pomoc za wieeele miesięcy? Nie rozumiem.

*

Czy ktoś ma lepszy namiar na tani i sprawny transport do Pragi, tej czeskiej, niż polski bus czy jakoś tak? Autostop odpada, samolot też (kosztuje krocie).


shingle 2012-04-05 22:24:41
skomentuj (4)
la la la

No to wykrakałam w notce z lutego tego Kasabiana, w sensie kawałek, ciągle grany w roxy, mojej ulubionej i prawie  jedynej (czasem przełączam na chillizet) stacji radiowej. Czy naprawdę nie mają w zasięgu ręki nic innego niż „Goodbye kiss”? Kiedyś wrzucali dla odmiany „Days are forgotten” lub "Underdog", itd., ostatnio tylko goodbye.. nosz! 

.

Przyszedł wreszcie i naprawił, dźwięk a i dostęp do wszelakich kawałków jutiuba, nie wiem jak. Siedział, gmerał, instalował, zaśmiecał kompa i się udało, choć mówiłam tylko o dźwięku, to w cudowny sposób uleczył także możliwość odtwarzania kawałeczków. Noo, szacun Pat :D

Osobiście zdychałam na ból ramienia, szyi i pobocznych, do dziś napierd..a nieźle, dlatego od kilku dni zero ćwiczeń, nawet lekkich w domu, a siłownia opłacona, tiaaa.

 

..

Rozmowa.

 

Dzwoni telefon, wyświetla się "zastrzeżony"

 

Głos Żeński:  dzień dobry, dzwonię z banku, czy pani NN (tu pada moje imię i nazwisko)?

Ja:  Przepraszam, niedosłyszałam, skąd pani dzwoni?

GŻ:  Z banku.

J:  Z jakiego banku?

GŻ:  Nie mogę powiedzieć, dopiero, gdy zidentyfikuję rozmówcę.

J:  No to ma pani pecha, żegnam.

 

Pyk! Zamykam patisona.

Czy to ja do niej dzwonię czy ona (czyli bank) do mnie? Ja mam sprawę czy ona (czyli bank)? A poza tym te kretyńskie wewnętrzne regulaminy dot. bezpieczeństwa banku oczywiście, nie mojego, bo skąd mam wiedzieć z kim rozmawiam, jak mam zidentyfikować ową instytucję, skoro dzwonią z zastrzeżonego? A i tak nie chciałoby mi się prowadzić dochodzenia.


shingle 2012-03-14 22:15:42
skomentuj (4)
.

Dziś pomyślałam o człowieku, z którym współpracuję zawodowo, jeszcze w piątek wieczorem był w Krakowie. Nie odpowiadał na @ z piątku i z dzisiaj. Zaczęłam się zastanawiać, czy… zadzwonił, wrócił pociągiem, godzinę wcześniej niż skład, który miał czołowe zderzenie.

*

Skasowałam płaczliwy wpis z weekendu, bo nawet mnie zirytował. Po prostu trzeba spojrzeć prawdzie w oczy, to nie jest wina otoczenia lecz moja w głównej mierze. Choć oczywiście są wyjątki potwierdzające regułę. Jaką regułę? Świetnie umiem palić za sobą mosty, gorzej idzie mi ze wznoszeniem nowych. Zapewne to także kwestia wieku (mojego, nie świata), kiedyś było łatwiej. Z dystansu obserwuję jak kolejne osoby wypadają z orbity a ich miejsce rzadko zajmują nowe, tym bardziej cieszy kilka świecących obiektów :). Czasem to ja nieco koryguję swój szlak. Z zaskoczeniem obserwuję, że niezależnie od tego czy ja odchodzę czy mnie zostawiają, niektóre światełka zaczynają poruszać się po wspólnej orbicie, choćby czasowo. I tak trwa kosmos wzajemnych relacji ;)

*

Skasowałam także jakąś wtyczkę, bo widzę, że nie widzę. Nie odpala misie sporo kawałków na jutiubie. Zdolnam. Jakaś podpowiedź? :D

*

Jeśli brakuje Wam uśmiechu a w zasadzie rechotania pod nosem (doświadczyłam, zwłaszcza w środkach lokomocji publicznej), to polecam „Brak wiadomości od Gurba” Mendozy. Lekko, łatwo i przyjemnie. Można zarzucić, że w tym dzienniku kosmity, który wraz z towarzyszem wylądował w Barcelonie, brak podsumowań, ale mnie satysfakcjonuje pamięynikowo/blogowy zapis a co najważniejsze – rozśmiesza. Mam wrażenie, że autor także dobrze się bawił. Lekkie i strawne, choć nie bez podtekstów, że pieniądze szczęścia nie dają a i oczywistych stwierdzeń o cenie gruszki w 2060tym którymś ;). Przypadło mi także dlatego, że w Barcelonie byłam czas jakiś i uwielbiam to miasto ;)


shingle 2012-03-05 19:55:03
skomentuj (4)
.

wół - woły

dół - doły,

to dlaczego w tv mówią "protokóły"??? Strasznie mnie to irytuje, choć od kilku lat jakoś mniej mam do czynienia z tym słowem, zarówno w liczbie pojedynczej jak i mnogiej. A może się mylę i obie formy są poprawne? Nie wierzę. 

*

pola mokotowskie strasznie zaplute, wszystko rozmaka i nawet ludzie się mijający mają jakby dużo mniej energii i ochoty, oprócz ochoty na szybkie dotarcie do celu ;)

...

to może snow patrol "Called Out In The Dark" i jeszcze spokojny, mało kasabianowaty "Goodbye kiss" (niektórzy z zespołu warci uwagi ;)) Wieczornie jest, w sam raz.


shingle 2012-02-20 22:36:22
skomentuj (5)
od dziś Jej nie ma

Adejt:

Dziś, 1 lutego 2012 r. zmarła Pani Wisława Szymborska. Jest, była kimś dla mnie ważnym, gdy miałam kilkanaście lat oddychałam Jej wierszami, potem też. Strasznie smutno mi się zrobiło. Jednym z Jej pierwszych wierszy, które poznałam, o ile nie pierwszym, bo mam go gdzieś na początku swojego brulionu z wierszami jest "Klucz"

Był klucz i nagle nie ma klucza.
Jak dostaniemy się do domu?
Może ktoś znajdzie klucz zgubiony,
obejrzy go — i cóż mu po nim?
Idzie i w ręce go podrzuca
jak bryłkę żelaznego złomu.

Z miłością, jaką mam dla ciebie,
gdyby to samo się zdarzyło,
nie tylko nam: całemu światu
ubyłaby ta jedna miłość.
Na obcej podniesiona ręce
żadnego domu nie otworzy
i będzie formą, niczym więcej,
i niechaj rdza się nad nią sroży.

Nie z kart, nie z gwiazd, nie z krzyku pawia
taki horoskop się ustawia

Drugi Jej "mój" wiersz to ten znany, "Nic dwa razy" a potem to już lawina.

Miała ochotę obejrzeć i widziała Vermeera w okolicznościach właściwych, czy chciałby podobnie poznać Gaudiego? :) 

****

Spostrzeżenie: ludzie poruszają w sposób niezwykle rześki, powiedziałabym, że wręcz biją rekordy tempa chodzenia (patrz – lato). O 7.00 było -16 stopni. Tak Patryk, wiem, już jutro będzie zimniej :/

Wybór: jeszcze bardziej zepsuć sobie cerę nie stosując zimowego kremu czy stosować i cierpieć cały dzień z powodu alergii oczu (potwornie szczypią, czerwone jak cegła), które źle reagują na taką akurat chemię.

Pytanie: czy zdołamy ocalić jeden z wielu ginących gatunków zwierząt - czarne nosorożce? Zostało ich już tylko kilka tysięcy, to mniej niż 4% populacji sprzed 40 lat. Walka o nie jest nierówna i póki co wydaje się przegrana, skoro sproszkowany róg dorosłego osobnika jest wart ok. 250 tys. dolarów czyli o jedną trzecią więcej niż ta sama ilość złota czy kokainy. Tiaaa, bardzo lubię oburzenie, gdy stwierdzam, że człowiek jest największym drapieżnikiem (choć w sumie nie zasługuje na to określenie, bardziej mordercą) i najgorszym destruktorem na naszej planecie. 

Stwierdzenie sprzed chwili: wkurza mnie histeryczne zachowanie osób, które umieją zaplanować i zrobić wielkie remonty, myślą o sprawach logistycznych innych osób a jednocześnie histeryzują w obliczu przeziębienia babci (fakt, ma 93 lata) i zamiast zadzwonić po lekarza choćby z dyżuru, nie wspominając o prywatnym, choć ich stać, to żądają, żeby moja mama w mega mrozie tłukła się na drugi koniec miasta nie wiadomo po co. Bo jak ma pomóc, lekarzem nie jest a babcia jest po prostu przeziębiona. Bo łatwiej tak, niż wziąć się w garść i zacząć działać. Bo łatwiej lamentować i zwalać na innych niż się zebrać i coś zrobić przy użyciu mózgu, ręce mi opadają. A moja Madre się denerwuje, nie wiem po co. Jeśli babci się pogorszy to będzie wina mojej ciotki, bo bywa idiotką. A zaraz ja zacznę grzebać w necie szukając namiarów, tak jakby nie można było na spokojnie uczynić tego kilka (może naście) godzin temu. Bosz...


shingle 2012-01-31 20:18:17
skomentuj (4)
z życia

Nie znoszę takiej pogody, ma być w miarę ciepło albo lekki mróz bez wiatru. Tak, wymagania ;)

Ciężki dzień, bo oprócz pracy dłuższej, spotkanie międzyfabrykowe, że tak ujmę. I nawet nie miałam chwili odezwać się do Agatkowego, bo po pierwsze wizytówka została zostawiona poza ‘bagażem podręcznym’ a po drugie miałam wizję pracy do wykonania, więc nie chciałam tej wyprawy przedłużać. 

I strasznie się cieszę, ze niejaka mama-mia po stu latach się odezwała, jest jedną z kilku osób, które naprawdę uwielbiam, fajnie, że „wróciła” :)

Jak już wspomniałam w komentarzach, sierściuch po operacji, była w piątek, pani chirurg wyjęła jej z moczowodu całkiem wielki kamień, nie chciał się ruszyć (tak czasem mają zajęczaki), nerka zaczęła pracę, jest nieźle. Wszystko się udało, ale chwilowo jest problem ze stawami i ten katar! Cóż, starość nie radość. Wiem, że sierściuch z domownikami (na głaskach) jest najszczęśliwszy, więc umykam :) 


shingle 2012-01-19 20:44:43
skomentuj (5)
nowy

Nowy rok znów, niezależnie od tego, jak bardzo bym chciała żeby nie przemijało. Może nie zeszły, ale poprzednie jak najbardziej.  

Ostatnio oglądałam na jutiubie bardziej dokumentalnie, choć ten trzeci widziałam już w tv a filmy sprzed lat;

korea: kraj pod czerwoną gwiazdą ; Korea Out of the North

kalkuta: przeznaczone do burdelu

***

Sierściuszek znów rodzi kamień, cierpi, pomimo odpowiednich leków. Nie mam na nic czasu, od początku weekendu nie mam chwili po pracy, nawet 2-óch godzin na siłownię koło domu. Jeżdżę z nią codziennie na kroplówkę, podaję leki, podkarmiam, ciągle sprzątam po siu (po kroplówkach zwłaszcza), gdy jestem w pracy madre dogląda, w zasadzie, opieka jak nad niemowlakiem. Jutro na usg, zobaczę, gdzie kamień zawędrował, trzymam kciuki, żeby był już w pęcherzu. 

...bosz, piszę o rzeczach, które tylko mnie interesują (no i madre i Pata i może jeszcze kogoś, kto pyta niekoniecznie przez grzeczność), po co to piszę? Nie wiem. Ku pamięci?

***

a muzycznie to może być kawałek Gotye, nawet dwa: "Hearts a Mess" (znany bardziej) i "Don't Worry, We'll Be Watching You".


shingle 2012-01-06 22:09:37
skomentuj (6)
przed

Przypadkiem się dowiedziałam, że stolnicy się nie myje. Ten drewniany przedmiot oczyszcza się poprzez skrobanie i już (wiedza po zrobieniu dziesiątków pierogów, ja tylko gotowałam a potem z Patem jedliśmy… choć jadł głównie on ;) . Ło matko, człowiek stary a wiele nauki i prawd objawionych kuchennych nieodkrytych.

Gdy byłam mała, w naszej kuchni wisiało mnóstwo fajansów na ścianie. Kilka stało na szafkach. Zazwyczaj nieużywane, tylko te największe pojemniki z przykrywkami kryły w sobie skarby, np. liście laurowe. Sporo już lat temu, gdy kuchnia została odnowiona i zaopatrzona w nowe szafki oraz kafle na ścianach i podłodze, owe naczynia zagościły wśród naczyń codziennych. Bardzo lubię te wymalowane miski czy podkładki pod gorące naczynia. Przaśne i ładne, towarzyszą od zawsze, choć kiedyś jedynie patrząc ze ścian :)

Historycznie: jak co roku, jak zwykle spotkaliśmy się wigilijnie, poleską pi zastąpił inny adres i inny dom, ale ludzie Ci sami, choć przecież inni; w przeciwieństwie do mnie jakby ;)

Wszystkiego dobrego wszystkim.


shingle 2011-12-22 23:34:11
skomentuj (1)
między

Myślę sobie, że najgorzej złapać na kłamstwie kogoś miłego i lubianego. Ostatnio zdarzyło mi się dwa razy - kumpla i Mmż. W obu przypadkach, owo ściemnianie było zupełnie niepotrzebne. Reasumując; kumpel skłamał, bo mu się nie chciało odpowiadać na sms-a, całkowicie jestem w stanie zrozumieć. Mmż (w ramach „mój kochany pamiętniczku”) skłamał, że po naszym spotkaniu wybiera się do domu, jak twierdził na przystanku - okazało się, ze jedzie gdzie indziej. Odkryłam to całkiem przypadkiem - ja nie wsiadłam do autobusu (i tak nie dojechałbym tą linią do domu) a on wrócił na ów przystanek. Przecież wiem, że jest z inną (sam mi kiedyś powiedział), dlaczego skłamał, ze jedziedzie do domu? Tego drugiego kłamstwa zupełnie nie rozumiem.   

Pomijając powyższe, nawet zwykła komunikacja się komplikuje. Wczoraj wieczorem awaria tramwajów, wróciłam taksówką, bo nijak nie dało się autobusem dotrzeć i było cholernie zimno, miło wsiąść (cudne słowo dla obcokrajowców) do ciepła i być podrzuconym pod dom. A dziś tramwaj zupełnie zmienił trasę, mnie nie zrobiło różnicy, bo i tak dotarłam do domu, ale śmiesznie było, bo spanikowany tłum wyleciał na przystanku następnym po nieoczekiwanej zmianie. Nadal nie wiem, czy motorniczy się pomylił czy może był jakiś problem na torach ‘na wprost’, enyłej okrążył pół wawy i wreszcie wrócił na zwyczajową trasę.

Szkolę się, od poniedziałku. Wszystko fajnie, tylko dlaczego tak późno? Szkolenie pół roku temu zaoszczędziłoby mi dowiadywania się i intuicyjnego działania w pewnym zakresie. Przerobiłam i zastosowałam na własnej skórze, zakończenie było szczęśliwe (mówcie mi zosia-samosia-samouk ;) Teraz, na części szkolenia nudzę się, na szczęście pojawiło się kilka nowych zagadnień, powiedzmy, że daje się przeżyć.


shingle 2011-12-06 22:51:32
skomentuj (1)
i tak

Łapa się zepsuła, na chwilę, nadgarstek odmówił współpracy, czasem mu się zdarza, na szczęście rzadko i przechodzi po ok. 2 dniach. I nie na tyle, żeby kilku ćwiczeń nie zrobić. A co, ja nie dam rady!? Rehabilitację na kręgosłup zakończyłam, zabawne, mam ją, gdy jakoś sobie radzę, gdy mnie coś łupnie, nie mam szans na nią. Ot, kuriozum nfz. Ćwiczyłam dzielnie w domu.

*

Historia sprzed kilku (czasem mam wrażenie wielu) lat. Czytam książkę od Niego. Co prawda kupiłam i przeczytałam ją kilkanaście miesięcy przed otrzymaniem, ale teraz czytam znów, po raz drugi. Ten właśnie egzemplarz. To już nie ma znaczenia dla nas, ale czuję delikatne nitki bliskości. Był ważny. Wspomnienia. Na dowidzenia na zawsze kosz róż, do dziś pamiętam zapachy. Szaleństwo i niewiarygodne.  Pamiętam chyba wszystko.

*

Do pooglądania – niezłe zdjęcia


shingle 2011-11-21 22:50:52
skomentuj (2)
.,.

Ostatnio miewam literkowe zwidy, kopiowałam dokumenty i rzuciłam okiem na rodzaj działalności, przeczytałam: „usługi malarskie w zakresie wyrobów wędliniarskich”. Zaczęłam się śmiać, bo wyobraziłam sobie malowanie szynek i kiełbas, spojrzałam po raz drugi – no tak, „usługi masarskie…” 

Rozbawiło mnie też ogłoszenie o zabawie sylwestrowej: „bal sylwestrowy z konsumpcją” A myślałam, że pewne wyrażenia już dawno wyszły z użycia.

I jeszcze jedno, dość zabawne, przeglądając dokumenty natknęłam się na nazwę wsi – Cieloszka. Sprawdziłam na mapie, leży tuż obok Pupkowizny i w pobliżu wsi Pupki oraz Wanacja (gdyby ‘a’ wymawiać jak ‘e’!). I jeszcze firma „Piekarnia Kac Dam…” :D

*

Ujęły mnie ostatnie hasła z wyszukiwarki. 

co zrobić ze starej gazety (orgiami?)

co oznacza w pogodzie litery w i n (to zależy czy win czy „w” i „n”)

uśmiechać się jak świnia w deszcz (i o to chodzi i o to chodzi ;)

antefamafobia (dotyczy? :o)

czy som grzyby w lesie  wrzesień dolnyslask (nie mam bladego)

czy achaja zostala przetlumaczona na inne jezyki? (także nie mam pojęcia, została?)

co oznacza litera r na bluzce pilkarskiej (no co?)

*

aha, najważniejsze, już wiem co mi jest. nie, nie umrę ani dziś ani na to akurat. Za jakiś czas dopiero, zapewne z innej przyczyny. Uspokojenie na mnie spłynęło, wreszcie wiem, czemu od ponad miesiąca boli mnie kawałek brzucha i wiem, ze to minie (tak zapewniają specjaliści) :) 


shingle 2011-11-07 21:30:26
skomentuj (3)
plany

Chcę:

zrobić porządek w szafie, uporządkować papierzyska, zbadać znów oczy pod katem soczewek (stare pomiary dawno nieaktualne), zainteresować się tym, co może laser zrobić dla mojej twarzy, zapisać się na tomografię, gwiazdkowe prezenty kupić wcześniej, trochę pozmieniać w linkach, pójść wreszcie na zakupy ubraniowe i butowe (czego nie lubię, odkąd on mi w tym nie pomaga). Plan realny, ciekawe jak będzie z realizacją ;)

*

Odnotowuję, wczorajszy dzień, w ramach „mój kochany pamiętniczku”, bo wiem, że poniższe kompletnie niezrozumiałe.

Chyba dobrze, że się spotkaliśmy na szczerą rozmowę (wyszło w praniu, że szczera), bo już wiem, a wcześniej podejrzewałam i zastanawiałam się miesiącami , czy mam słuszność. Miałam. No cóż, dziś już nic nie zmienię, zresztą ówcześnie też raczej nie miałam wpływu. Pewien  szczegół tej rozmowy utkwił mi w pamięci, jedno znanie skonstruowałam w czasie teraźniejszym. Wyszło niechcący, podświadomie, mam wrażenie, ze tego nie zauważył. I dobrze. Nadal tęsknię.

A po spotkaniu miałam niezłą jazdę emocjonalną, na szczęście moich kwików i bredzenia (bo rozmową tego nie można nazwać) wysłuchała Ynez. Dzięki.


shingle 2011-10-26 23:01:54
skomentuj (1)
pensé

Czasem kochałam, choć historie różne. Zdarzyło się, że odkryłam to po fakcie. Po rozstaniu. Czasem zastanawiam się czym jest miłość pomiędzy dwojgiem dorosłych ludzi, może dlatego, że od dawna żyję na uczuciowej pustyni. Wracając, ‘miłość’ to ładne słowo, czasem słowo klucz a czasem nadużycie, powinno się za nim kryć samo dobro i czyste intencje. Na dzień dzisiejszy myślę, że to jednak ekonomia. Coś jak barter plus podbudowanie ego. No dobrze, może przesadzam, ale chyba coś w tym jest, miłość jest transakcją, wymianą, odwzajemnieniem. Tyle miłość, bo stan zakochania wg mnie, to już inna para kaloszy, lżejszy stan. Fiasko zakochania to niespełnienie, porażka w miłości bardzo boli. 

*

Uczę się twojej nieobecności

Uczę się twojej nieobecności

Przy stole, na ulicy, gdy sięgam po książkę (pilnie się uczę)

Uczę się twojej nieobecności


Uczę się twojej nieobecności
Na poduszce przechowującej wspomnienie (poduszka z łosiem)
Zapachu twojej skóry
Gdy dzień pochmurnieje a wiatr tłucze
Pięściami w okiennice wieczoru
Wybacz, że nie potrafię jeszcze
Nauczyć się twojej nieobecności we śnie
A może nie chcę.

A. Budzyńska

shingle 2011-10-23 20:47:04
skomentuj (5)