::księga gości::

2012
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień


blisko, często, ciepło
Mama - mia na nowych śmieciach - podziwiam
i zazdroszczę :)

Marecki - fotograf, łajdak,
łazik, rolkarz etc.

Jaskrawa - młode toto
a niegłupie ;)

Dominik - opluty
Ynez - zła kobieta ;)
Agata - czasem
w Zagubinowie

Kiss /apple/ :)
- jak zwykle
w nowym miejscu :P

Więc - goniła króliczka,
a teraz... poznaje siebie (?)



z przyjemnością
internetowy obserwator
yodel
kandyd
kibit
kay
motyl N w nowym miejscu
fotoplastikon
wnim
szpil
pepegi
scarabee
jac
rzutnik, nasz!
owoce morza
iom
rit
f-m-l
ziemia-planeta-ludzi
CiP
czado
taurus
anulina
można popatrzeć - reklamy


Pudło z fotkami
Holanda 2011
Amsterdam 1
Amsterdam 2
Amsterdam 3
Rotterdam
Egipt 2009
Egipt1
Egipt2
3miasto 2009
3miasto, u Ynez
Poznań 2009
Poznań - part one
Poznań - part two
Kreta 2008
Kreta - part five
Kreta - part four
Kreta - part three
Kreta 2008- koty kreteńskie
Kreta - part two
Kreta - part one
Barcelona
15-17 kwietnia 2008
18-19 kwietnia 2008
koty katalońskie
20-22 kwietnia 2008
Wrocław
wrzesień 2007
Morze
sierpien 2007
Jura krak-częst.
6-7 czerwca 2007
Praga

Toruń
luty 2007
Londyn

Włodawa 2 dni
w mieście W./SGB XI'05/



Oni już nie piszą :/
inqbator
byc-kobieta
Pool
scenki-opowiedziane
odpryski
lorca
marginalny




Obrazy
Digart wciągające
Beksiński metafizyczny, pogrążony w baroku i dygresjach
Sart galeria znanych i nie
Saudkowie niezwykle
photo mondo zdjęcia pana T.
Siudmak fantastycznie
Escher genialnie
Dali ekscentrycznie
Giger obco ;)

Dźwięki / Słowa / Kulturalnie (naturalnie!)
Fictionplane podoba się, dzięki DonPepego
A - ha od zawsze ;)
Skin Skin
skunk anansie
Osiecka taki optymizm, czy pesymizm
R. Sheckley mistrz opowiadań sf
Jonasz Kofta na poemie
T. Jastrun interesująco
Farben Lehre uparci, niebanalni, dla normalnych nienormalni
Mały Książę do poczytania w kilku językach
Ch. Belwit - już tylko na poemie do poczytania "mój życiorys przepadł"; ktoś
bez dech grupa
nic wielkiego
Piosenka w strefie
R. Kasprzycki pasjami :)
G. Turnau
Słodki Całus od Buby uwielbiam chłopaków z wybrzeża :)
M. Czyżykiewicz "bywam sam na sam..."
Wolna Grupa Bukowina w mp 3
Red Chot Chili Peppers
Placebo
Seal
Nick Cave moja ukochana jaskinia
Sting
Sisters of Mercy showcase
Stachura oficjalnie
J. Zieliński
M. Zabłocki uh! lubiem
Woody "Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o twoich planach na przyszłość."
R. Topor
A. Poniedzielski /poema/ życie - stary sposób na zbieranie zdziwień
Racjonalista wiedza to potęga
Esensja magazyn
kultura się dzieje aktualnie we wawie

Cała reszta
Wylęgarnia wyjątkowe zakupy
Diablo2 przydatne info
gazety i nie tylko
stars in black ma stasio pomysły :D
waligórski warto! klasyka
Pytony i już
wielka nasza sen o wielkości ;)
funiaste dla szanownych :D
fraglesowe widzenie świata nie dla konserw ;)
Bromba i inni czytało się ;)
piwo, drinki, wino wyskokowo

Pomocne
hydrozagadka
yoursgallery
po drugiej stronie lustra
Skład Butelek
panel
Okidoki nocleg w wawie
filmowo co słuchać u gutka
grono
SKRZYNKA MUZYCZNA :) login:niedoczekanie hasło: umpaumpa

Możesz napisać
albo nie
z życia

Nie znoszę takiej pogody, ma być w miarę ciepło albo lekki mróz bez wiatru. Tak, wymagania ;)

Ciężki dzień, bo oprócz pracy dłuższej, spotkanie międzyfabrykowe, że tak ujmę. I nawet nie miałam chwili odezwać się do Agatkowego, bo po pierwsze wizytówka została zostawiona poza ‘bagażem podręcznym’ a po drugie miałam wizję pracy do wykonania, więc nie chciałam tej wyprawy przedłużać. 

I strasznie się cieszę, ze niejaka mama-mia po stu latach się odezwała, jest jedną z kilku osób, które naprawdę uwielbiam, fajnie, że „wróciła” :)

Jak już wspomniałam w komentarzach, sierściuch po operacji, była w piątek, pani chirurg wyjęła jej z moczowodu całkiem wielki kamień, nie chciał się ruszyć (tak czasem mają zajęczaki), nerka zaczęła pracę, jest nieźle. Wszystko się udało, ale chwilowo jest problem ze stawami i ten katar! Cóż, starość nie radość. Wiem, że sierściuch z domownikami (na głaskach) jest najszczęśliwszy, więc umykam :) 


shingle 2012-01-19 20:44:43
skomentuj (4)
nowy

Nowy rok znów, niezależnie od tego, jak bardzo bym chciała żeby nie przemijało. Może nie zeszły, ale poprzednie jak najbardziej.  

Ostatnio oglądałam na jutiubie bardziej dokumentalnie, choć ten trzeci widziałam już w tv a filmy sprzed lat;

korea: kraj pod czerwoną gwiazdą ; Korea Out of the North

kalkuta: przeznaczone do burdelu

***

Sierściuszek znów rodzi kamień, cierpi, pomimo odpowiednich leków. Nie mam na nic czasu, od początku weekendu nie mam chwili po pracy, nawet 2-óch godzin na siłownię koło domu. Jeżdżę z nią codziennie na kroplówkę, podaję leki, podkarmiam, ciągle sprzątam po siu (po kroplówkach zwłaszcza), gdy jestem w pracy madre dogląda, w zasadzie, opieka jak nad niemowlakiem. Jutro na usg, zobaczę, gdzie kamień zawędrował, trzymam kciuki, żeby był już w pęcherzu. 

...bosz, piszę o rzeczach, które tylko mnie interesują (no i madre i Pata i może jeszcze kogoś, kto pyta niekoniecznie przez grzeczność), po co to piszę? Nie wiem. Ku pamięci?

***

a muzycznie to może być kawałek Gotye, nawet dwa: "Hearts a Mess" (znany bardziej) i "Don't Worry, We'll Be Watching You".


shingle 2012-01-06 22:09:37
skomentuj (6)
przed

Przypadkiem się dowiedziałam, że stolnicy się nie myje. Ten drewniany przedmiot oczyszcza się poprzez skrobanie i już (wiedza po zrobieniu dziesiątków pierogów, ja tylko gotowałam a potem z Patem jedliśmy… choć jadł głównie on ;) . Ło matko, człowiek stary a wiele nauki i prawd objawionych kuchennych nieodkrytych.

Gdy byłam mała, w naszej kuchni wisiało mnóstwo fajansów na ścianie. Kilka stało na szafkach. Zazwyczaj nieużywane, tylko te największe pojemniki z przykrywkami kryły w sobie skarby, np. liście laurowe. Sporo już lat temu, gdy kuchnia została odnowiona i zaopatrzona w nowe szafki oraz kafle na ścianach i podłodze, owe naczynia zagościły wśród naczyń codziennych. Bardzo lubię te wymalowane miski czy podkładki pod gorące naczynia. Przaśne i ładne, towarzyszą od zawsze, choć kiedyś jedynie patrząc ze ścian :)

Historycznie: jak co roku, jak zwykle spotkaliśmy się wigilijnie, poleską pi zastąpił inny adres i inny dom, ale ludzie Ci sami, choć przecież inni; w przeciwieństwie do mnie jakby ;)

Wszystkiego dobrego wszystkim.


shingle 2011-12-22 23:34:11
skomentuj (1)
między

Myślę sobie, że najgorzej złapać na kłamstwie kogoś miłego i lubianego. Ostatnio zdarzyło mi się dwa razy - kumpla i Mmż. W obu przypadkach, owo ściemnianie było zupełnie niepotrzebne. Reasumując; kumpel skłamał, bo mu się nie chciało odpowiadać na sms-a, całkowicie jestem w stanie zrozumieć. Mmż (w ramach „mój kochany pamiętniczku”) skłamał, że po naszym spotkaniu wybiera się do domu, jak twierdził na przystanku - okazało się, ze jedzie gdzie indziej. Odkryłam to całkiem przypadkiem - ja nie wsiadłam do autobusu (i tak nie dojechałbym tą linią do domu) a on wrócił na ów przystanek. Przecież wiem, że jest z inną (sam mi kiedyś powiedział), dlaczego skłamał, ze jedziedzie do domu? Tego drugiego kłamstwa zupełnie nie rozumiem.   

Pomijając powyższe, nawet zwykła komunikacja się komplikuje. Wczoraj wieczorem awaria tramwajów, wróciłam taksówką, bo nijak nie dało się autobusem dotrzeć i było cholernie zimno, miło wsiąść (cudne słowo dla obcokrajowców) do ciepła i być podrzuconym pod dom. A dziś tramwaj zupełnie zmienił trasę, mnie nie zrobiło różnicy, bo i tak dotarłam do domu, ale śmiesznie było, bo spanikowany tłum wyleciał na przystanku następnym po nieoczekiwanej zmianie. Nadal nie wiem, czy motorniczy się pomylił czy może był jakiś problem na torach ‘na wprost’, enyłej okrążył pół wawy i wreszcie wrócił na zwyczajową trasę.

Szkolę się, od poniedziałku. Wszystko fajnie, tylko dlaczego tak późno? Szkolenie pół roku temu zaoszczędziłoby mi dowiadywania się i intuicyjnego działania w pewnym zakresie. Przerobiłam i zastosowałam na własnej skórze, zakończenie było szczęśliwe (mówcie mi zosia-samosia-samouk ;) Teraz, na części szkolenia nudzę się, na szczęście pojawiło się kilka nowych zagadnień, powiedzmy, że daje się przeżyć.


shingle 2011-12-06 22:51:32
skomentuj (1)
i tak

Łapa się zepsuła, na chwilę, nadgarstek odmówił współpracy, czasem mu się zdarza, na szczęście rzadko i przechodzi po ok. 2 dniach. I nie na tyle, żeby kilku ćwiczeń nie zrobić. A co, ja nie dam rady!? Rehabilitację na kręgosłup zakończyłam, zabawne, mam ją, gdy jakoś sobie radzę, gdy mnie coś łupnie, nie mam szans na nią. Ot, kuriozum nfz. Ćwiczyłam dzielnie w domu.

*

Historia sprzed kilku (czasem mam wrażenie wielu) lat. Czytam książkę od Niego. Co prawda kupiłam i przeczytałam ją kilkanaście miesięcy przed otrzymaniem, ale teraz czytam znów, po raz drugi. Ten właśnie egzemplarz. To już nie ma znaczenia dla nas, ale czuję delikatne nitki bliskości. Był ważny. Wspomnienia. Na dowidzenia na zawsze kosz róż, do dziś pamiętam zapachy. Szaleństwo i niewiarygodne.  Pamiętam chyba wszystko.

*

Do pooglądania – niezłe zdjęcia


shingle 2011-11-21 22:50:52
skomentuj (2)
.,.

Ostatnio miewam literkowe zwidy, kopiowałam dokumenty i rzuciłam okiem na rodzaj działalności, przeczytałam: „usługi malarskie w zakresie wyrobów wędliniarskich”. Zaczęłam się śmiać, bo wyobraziłam sobie malowanie szynek i kiełbas, spojrzałam po raz drugi – no tak, „usługi masarskie…” 

Rozbawiło mnie też ogłoszenie o zabawie sylwestrowej: „bal sylwestrowy z konsumpcją” A myślałam, że pewne wyrażenia już dawno wyszły z użycia.

I jeszcze jedno, dość zabawne, przeglądając dokumenty natknęłam się na nazwę wsi – Cieloszka. Sprawdziłam na mapie, leży tuż obok Pupkowizny i w pobliżu wsi Pupki oraz Wanacja (gdyby ‘a’ wymawiać jak ‘e’!). I jeszcze firma „Piekarnia Kac Dam…” :D

*

Ujęły mnie ostatnie hasła z wyszukiwarki. 

co zrobić ze starej gazety (orgiami?)

co oznacza w pogodzie litery w i n (to zależy czy win czy „w” i „n”)

uśmiechać się jak świnia w deszcz (i o to chodzi i o to chodzi ;)

antefamafobia (dotyczy? :o)

czy som grzyby w lesie  wrzesień dolnyslask (nie mam bladego)

czy achaja zostala przetlumaczona na inne jezyki? (także nie mam pojęcia, została?)

co oznacza litera r na bluzce pilkarskiej (no co?)

*

aha, najważniejsze, już wiem co mi jest. nie, nie umrę ani dziś ani na to akurat. Za jakiś czas dopiero, zapewne z innej przyczyny. Uspokojenie na mnie spłynęło, wreszcie wiem, czemu od ponad miesiąca boli mnie kawałek brzucha i wiem, ze to minie (tak zapewniają specjaliści) :) 


shingle 2011-11-07 21:30:26
skomentuj (3)
plany

Chcę:

zrobić porządek w szafie, uporządkować papierzyska, zbadać znów oczy pod katem soczewek (stare pomiary dawno nieaktualne), zainteresować się tym, co może laser zrobić dla mojej twarzy, zapisać się na tomografię, gwiazdkowe prezenty kupić wcześniej, trochę pozmieniać w linkach, pójść wreszcie na zakupy ubraniowe i butowe (czego nie lubię, odkąd on mi w tym nie pomaga). Plan realny, ciekawe jak będzie z realizacją ;)

*

Odnotowuję, wczorajszy dzień, w ramach „mój kochany pamiętniczku”, bo wiem, że poniższe kompletnie niezrozumiałe.

Chyba dobrze, że się spotkaliśmy na szczerą rozmowę (wyszło w praniu, że szczera), bo już wiem, a wcześniej podejrzewałam i zastanawiałam się miesiącami , czy mam słuszność. Miałam. No cóż, dziś już nic nie zmienię, zresztą ówcześnie też raczej nie miałam wpływu. Pewien  szczegół tej rozmowy utkwił mi w pamięci, jedno znanie skonstruowałam w czasie teraźniejszym. Wyszło niechcący, podświadomie, mam wrażenie, ze tego nie zauważył. I dobrze. Nadal tęsknię.

A po spotkaniu miałam niezłą jazdę emocjonalną, na szczęście moich kwików i bredzenia (bo rozmową tego nie można nazwać) wysłuchała Ynez. Dzięki.


shingle 2011-10-26 23:01:54
skomentuj (1)
pensé

Czasem kochałam, choć historie różne. Zdarzyło się, że odkryłam to po fakcie. Po rozstaniu. Czasem zastanawiam się czym jest miłość pomiędzy dwojgiem dorosłych ludzi, może dlatego, że od dawna żyję na uczuciowej pustyni. Wracając, ‘miłość’ to ładne słowo, czasem słowo klucz a czasem nadużycie, powinno się za nim kryć samo dobro i czyste intencje. Na dzień dzisiejszy myślę, że to jednak ekonomia. Coś jak barter plus podbudowanie ego. No dobrze, może przesadzam, ale chyba coś w tym jest, miłość jest transakcją, wymianą, odwzajemnieniem. Tyle miłość, bo stan zakochania wg mnie, to już inna para kaloszy, lżejszy stan. Fiasko zakochania to niespełnienie, porażka w miłości bardzo boli. 

*

Uczę się twojej nieobecności

Uczę się twojej nieobecności

Przy stole, na ulicy, gdy sięgam po książkę (pilnie się uczę)

Uczę się twojej nieobecności


Uczę się twojej nieobecności
Na poduszce przechowującej wspomnienie (poduszka z łosiem)
Zapachu twojej skóry
Gdy dzień pochmurnieje a wiatr tłucze
Pięściami w okiennice wieczoru
Wybacz, że nie potrafię jeszcze
Nauczyć się twojej nieobecności we śnie
A może nie chcę.

A. Budzyńska

shingle 2011-10-23 20:47:04
skomentuj (5)
już mi zimno

Piękna plaża, turkusowa woda, piasek drobniutki i muszle. Bajkowo. Wyspałam się, wygrzałam w słońcu, przeczytałam dwie książki i było cudnie. Wypoczęłam. Choroby odeszły, niestety chyba tylko po to, by po powrocie pokazać ostro - przeklęte ząbki, ale niezbyt często :)

*

Z innej beczki. Pisane z myślą o innym czasie i innych sprawach. Wróciłam. Wróciło?


Skłócone, pierzchające

Jak to uładzić w sobie, uporządkować

wzajemnie odpychane, przekreślanie w locie

migotliwym, targane zewsząd

zdarzeniami. Zadanie: stanąć obok, zostawić

samopas: niech trwa samo. Niewykonalne, bowiem

nierównymi krokami odmierzamy dystans.

Chwycić w locie! rozprostować i ułożyć cienie

obok siebie, bezkształtne smugi, linie rozwidlone,

nie zgasły jeszcze! Ale zanim

przekręcić wzrok w drugą stronę, nikną bladym

pogłosem, resztką lampy zgaszonej. A przecież –

- w skłóceniu – trwają. Choć drga echo kroków

w posępnych korytarzach, kryjących twarz w ciemność

S. Barańczak


shingle 2011-10-15 22:45:26
skomentuj (0)
urlop :)

Apdejt:

Nie, nie pojechałam do Budapesztu, jednak urlop nie udaje się, w sensie, że chora jestem bo mi organizm zaprotestował. W piątek miałam jechać do stolicy Węgier i prawie pojechałam. W okolicach Krakowa stwierdziłam, że czas wracać do domu. Słusznie. Wsiadłam w pociąg i wróciłam. Dziś okazało się, że mam poważne kłopoty w okolicach ważnych i jeszcze podczas wracania pociągiem z Krakowa od wczoraj czuję, ze mam totalną infekcję, katar, gorączka itp. Wkurwia mnie to wszystko, bo przeca urlop zaczęłam od piątku. Nie ma to jak uroczy urlop z chorobami dwiema. W aptece dostałam reklamówkę leków. Bosz… w czwartek lecimy do słońca… rany kota.  

*

Wreszcie urlop, większość ludzi już po a ja dopiero od piątku odpocznę. Choć może nie do końca, bo o 5tej rano ruszamy do budapesztu. Na chwilę jeno, bo w poniedziałek wieczornie/nocnie zamierzamy być w wawie. Potem w czwartek na kilka dni do słońca, czyli nudne plażowanie, moczenie się w wodzie, czytanie i inne mało ciekawe zajęcia w ciepłych okolicznościach przyrody :) Czuję się z lekka przepracowana, od kilku miesięcy zajmowałam się 'projektem' a w tzw. międzyczasie (ulubione słowo w robocie :D) zajmowałam się bieżącymi, dotychczasowymi sprawami. Po powrocie może jakaś wyprawa do lasu (mam nadzieję, że będą grzyby i nie będzie lało), może wielkie sprzątanie szafy, może nad morze a może nie. A po tym kolejnym powrocie postaram się dokończyć badania, bo ostatnio zdrowie mi szwankuje i póki co, żaden lekarz (sztuk dwa) nie wie co mi jest. Z tego co widzę, diagnoza przebiega od zapalenia czegoś tam po nowotwór. Ha, ha, przypomina mi się, gdy lekarze próbowali postawić diagnozę kol. Ynez. tiaa... ;D


shingle 2011-09-28 23:16:53
skomentuj (5)
Después del verano llega el otoño

Kontakty międzyludzkie. Komunikacja. Lubienie. 

Mnie nie wychodzi. Nie to, że ja nie zabiegam o ludzi. Po prostu nie mają ochoty utrzymywać znajomości. W sumie nic dziwnego, fatalny charakter. Nie wiem, czy chciałabym mieć siebie blisko, znam fajniejszych ludzi ;)  

Zrobiłam małe podsumowanie, naliczyłam jakieś dwie, w porywach cztery osoby, które lubią mieć ze mną do czynienia. Z własnej nieprzymuszonej woli, bez „nagabywania”.

Do przemyślenia.


shingle 2011-09-26 00:26:25
skomentuj (10)
a może?

 

Być może zamieszczanie takich wpisów na blogu, który odwiedza garstka ludzi jest mało sensowne, ale co tam.

Jeśli macie kilka wolnych złotówek, to może niegłupio dać je Fundacji dla Somalii zamiast wydać na kolejny tygodnik, ciastko lub piwo, bez których Wasz dzień i tak będzie równie udany? :)


shingle 2011-09-20 22:59:28
skomentuj (0)
a ło

Apdejt: dorzuciłam recenzję filmu "Debiutanci" na rzutnik.

 

Sierściuch coś dziś niedomaga. Martwię się. Wiem, że już emerytka, ale chcę żeby była ze mną jak najdłużej w dobrym samopoczuciu. Czasy brykania, skoków, szaleństw minęły. Bardzo ją kocham, bardzo o nią dbam. Mój najlepszy przyjaciel. Fajnie, że teraz się wyluzowała, leży z lekka wyciągnięta, z łapami na bok.

Lato w ostatnich podrygach, choć zapowiadają niezły weekend. Obaczym.

Pierwszy raz spadł mi łańcuch. Se jechałam i spadł. Może z wrażenia, bo panna jadąca za mną przez zebrę dla rowerów wyrzuciła z siebie: „jedziesz, czy stoisz, kur.a!” Tia… gdzie się spieszyć, skoro na skręcie w prawo (dalej też ścieżka rowerowa) jest czerwone. Ona była jedyną, która się spieszyła. Odpowiedziałam równie głośno: „może bez tej kur.y!” Inni rowerowicze spojrzeli na panienkę jak na debila totalnego. Oczywiście popedałowała na czerwonym, kilkadziesiąt metrów dalej czekał na nią wymarzony, dresowaty z lekka mężczyzna. Dobrze, że czekał, było na kogo ;) Wracając do łańcucha, spadł za wspomnianym skrzyżowaniem, pikuś, ale usmarowanie łap totalne.  Aha, odnośnie ubioru na rower, to miałam na myśli gatki odpowiednie, pomimo, że siodełko żelowe, i tak mało komfortowo jak dla mnie. Po dłuższym jeżdżeniu oczywiście. Może jestem zbyt delikatnym organizmem, ale dłuższe wypady rowerowe odczuwam mało miło.  

Uwielbiam tanie książki. Pomimo zburzenia kilka lat temu hali koszyki, nadal można kupić tanio tuż obok. Zabrałam stamtąd ze sobą trochę chłamu większego, coś mniejszego i coś całkiem fajnego. Czyli 2x Mankell, „Dzień mrówek” Werbera i „Galapagos” Vonneguta.


shingle 2011-09-06 20:41:25
skomentuj (3)
todavía el verano (?)

Nie będę oryginalna, ciągle pada, gdy nie pada, to burze i też pada, ewentualnie bywa zimno lub duszno. Mało fajne to lato. Lata mi, bo i tak całe lato w mieście. W pracy zazwyczaj. Ostatnio zresztą wpienia mnie, że zaczyna padać gdy wychodzę z roboty, a nawet nie pada, tylko leje. Wczoraj piękna ulewa złapała mnie na przystanku przy inżynierskiej. Dobrze, że temp. nie spadła poniżej 18 stopni.

Paszport za chwilę będę miała do odebrania. Nie wiedziałam, że pobierają odcisk palca. Po jednym odcisku palca z każdej dłoni (niezależnie ile się ich ma, ja posiadam dwie). U mnie padło na kciuka, bo się najlepiej „czytał”. Wychodzi na to, że w jakiejś tam bazie są odciski moich kciuków, w przypadku chęci popełnienia przestępstwa, na miejscu owego mogę zostawić wszystkie odciski oprócz kciuków. Musze pamiętać, żeby kciuki zakleić plastrem w napływie chęci napadu na bank lub, co bardziej prawdopodobne’ zamordowania kogoś. Phi, pikuś.

Jednego Mankella przeczytałam. W ramach lektur lekkich i przyjemnych, „biała lwica” – jasne, że kryminał (choć niezbyt klasyczny, bo uczynki i plany „złych” poznajemy przed głównym, pozytywnym bohaterem, detektywem Wallanderem), ale mnie wciągnął. Przypadkiem poczytałam o RPA, burach, Mandeli itp., podane w papce przy okazji historii kryminalnej. Pan Mankell  interesuje się kwestiami społecznymi i aspektami zw. z eksploatacją kontynentu afrykańskiego, podobno pomieszkuje przez część roku w Afryce. Zaliczam na plus. Wg mnie kryminał z wyższej półki tychże.

Stwierdzam że prawdą jest, iż należy mieć odpowiedni strój. To odnośnie rowerowania. Zdecydowanie powinnam kupić właściwą odzież, zauważam po fakcie, zauważanie zdarza się w prawie każdym tygodniu. Niom.


shingle 2011-08-25 21:11:14
skomentuj (3)
observaciones

Latacze upodobały sobie wlatanie do mojego mieszkania, przedwczoraj wpadła w odwiedziny wielka osa. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie pora odwiedzin, była 23.30 mniej więcej. Osa cierpiąca na bezsenność.

Odnośnie „bambingtona” Jaskrawej i mojego „badmingtona” z dzieciństwa, niedawno usłyszałam w tv „… odpowiedź lajkoniczną”. Nie, że się wyśmiewam z człowieka, ale rozbawiło.

Ostatnio faceta „znamy się tylko z widzenia” z autobusu porannego do metra spotykam także poza. A to na stacji metra nie naszej w godzinach mocno popołudniowych lub na zakupach w biedronce (najlepsze ręczniki papierowe w najniższej cenie ;). Zaczynam bać się, gdy otwieram lodówkę :D

Starzenie się nie polega na zdobywaniu doświadczenia, bzdura, to tracenie. W skrócie; tracenie ludzi, czasu, kantaktów, zdrowia, urody a wreszcie wspomnień.  


shingle 2011-07-19 20:04:30
skomentuj (4)
sprawy na nie

 

Wczoraj walczyłam z potworem. Nie osobiście, ale prawie. Szukałam i kwiczałam, gdy ulatał. straszliwie wielka i trzepocząca głucho ćma. pozbyłam się arachnofobii (prawie, bo skrajnie wielkie osobniki nadal na mnie działają), ale strach przed ćmami nadal mnie paraliżuje. oczywiście tylko te giganty są straszne, małe egzemplarze ciem całkiem ok.

Skonstatowałam dziś, jakim wygodnym egoistą jest mój brat. Owszem, pomaga, zawiezie itp., ale pod warunkiem, ze to nie burzy jego planów, choćby prywatno-przyjemnościowych. Rozumiem wypad w zieloność, ale do cholery, nasza madre ma jutro operację, a moje pytanie czy oprócz zawiezienia jej, także może liczyć na przywiezienie do domu (tzw. szpital jednego dnia), sprowokowało złość. Bo przecież on ma plany wyjazdowe, w ostatniej chwili logicznego myślenia, dorzucił także jakieś tam obowiązki zawodowe (ma własną firmę) i pytanie czy ja nie mogę wziąć wolnego dnia. Nosz wkurw mnie ogarnął. Nie chodzi, ze nie mogę, choć nie mogę normalnie, jeno na żądanie, raczej do końca miesiąca nikt mi zwykłego urlopu nie podpisze, ale o to, że ten gnojek układa sobie jak mu wygodnie a nie jak należy. Nie ma pracodawcy. Poza tym ściemnia. Poza tym przypomniałam, ze gdy mama miała operację nogi (nie szpital jednego dnia), to bez wahania zrezygnowałam z wyjazdu w bieszczady i kursu paralotniowego tamże. Nie było kwestii, matka jest ważniejsza niż wypad w bieszczady, choć jeden znajomy miał wątpliwości, dlaczego nie zostawię mamy tu i nie wyjadę tam. Dodam, że po operacji i wypisaniu do domy, przez kilka dni prawie nie chodziła. No szczegół, mogła zostać sama. Eh... nóż się w kieszeni otwiera. Na szczęście madre ma siostry, które mają czasem czas. Tak więc spokojnie po pracy wrócę do domu i posiedzę z madre. Jak lekarz zalecił, bo nie dość, że to normalne, to mama ma arytmię, więc po wybudzeniu z narkozy, ktoś musi z nią być.  

Swoją drogą, w domu generalnie choróbska. Mnie dziś też jedną zdiagnozowano, leki wykupione, zacznę walczyć. Oprocz madre chorującej, mamy jeszcze do kompletu sierściucha rekonwalescenta. Nie dość, ze mniej więcej raz w tygodniu przez całą wawę jeździć na kontrol, to także codziennie leki i wspomagacze muszę podawać. Trochę to wszystko męczące. Mam wrażenie, że dla wszystkich.  

No to wyplułam i na tym poprzestanę pisanie na nie, przynajmniej na dziś ;)


shingle 2011-07-13 21:27:14
skomentuj (0)