Tagi

Koniec

W czwartek, tuż przed 18stą Kiculka przeszła przez tęczowy
most. Już Jej nie ma, ale wiem, ze teraz kica po zielonej łące. Zasypiała na
moich rękach, zasnęła spokojnie, lizała mnie po dłoni, głaskałam Ją i
przytulałam, chrupała cichutko, z zadowoleniem a Kuba powiedział, że na koniec ziewnęła
(nie widziałam, bo ją przytulałam). Potem dostała ostatnie środki, które
sprawiły, że zasnęła na zawsze. Moja decyzja była konieczna, żeby nie cierpiała,
była już chora za bardzo, przeżyła 9,5 roku, bardzo szczęśliwa, tak myślę i
taką mam nadzieję. Kochana, głaskana, zadbana na 100%, w super otoczeniu i z
jeszcze lepszym żarełkiem ;)

Zostawiłam ją w lecznicy, bo pogrzeb musiał być następnego
dnia. Gdy wróciłam do domu, sprzątnęłam wszystko co mogłam, co było Jej, a Jej
był w zasadzie cały pokój. Sprzątałam i wyłam. Dzięki Ynez za wsparcie od razu
i Pat tez dzięki za potem. W piątek pojechałam z Madre po Kiculkę i zawiozłyśmy
Ją na cmentarz dla zwierząt tuż pod wawą. Pięknie tam, gdy się przedostać od
drogi, pomiędzy stacją benzynową a firmą jakąś tam, to cmentarz jest pod lasem
a jego spora część już w lesie. I gdy już było po, gdy była pochowana przy Magicu
(mój pies), to mi ulżyło i jakoś tak ciut  lepiej się poczułam. To dziwne i jednocześnie
dobre miejsce, gdzie setki a nawet tysiące ludzi zostawiają swoich najlepszych/jedynych
przyjaciół. Po wielu latach od pogrzebania psiaka, po pogrzebie Kicki, zdecydowałam
się na płytę pamiątkową. Pojadę za kilka tygodni, znów zapalę lampkę, tak, tak
samo jak się je zapala ku pamięci zmarłych ludzi. Na tym cmentarzu są setki
kolorowych wiatraczków, sporo maskotek, zdjęcia, wiersze i w ogóle jest tam tak czule i ciepło, że sama
chciałabym mieć tam urnę z własnymi prochami pogrzebaną. Dla mnie Kiculka była bliższa
niż większość ludzi, była moim najbliższym przyjacielem i dlatego proszę, żeby
nikt, kto nie jest w stanie tego zrozumieć (więzi i miłości pomiędzy
człowiekiem a zwierzęciem) nie napisał ani słowa w komentarzach. 

Cały czas za Nią tęsknię i nie bardzo umiem znaleźć sobie miejsce.

8c komentarze/y do Koniec

  • agatka

    Rozumiem. I współczuję. Bardzo mocno. Myślałam o Was…
    Przytulam, jak mogę.

  • a.

    rozumiem, 21 maja rok temu usypiałam mojego Miśka, po sześciu latach od zamieszkania z nami okazało się, że ma cukrzycę, dobieranie insuliny trwało całą zimę, ciągle nie ta, w końcu wet przepisał mu mocniejszą, za dobra była, nastąpiła hipoglikemia, ataki padaczki, trzy razy pod rzad,nie byłam przygotowana, umierał przez tydzień, próba leczenia, zastrzyki i męka dla psa, dla mnie też, chyba większa.
    stracił wzrok, wech, słuch, nie poznawał, chodził od ściany do sciany i uderzał głową z siłą nie pojęcia.
    w końcu pozwoliłam mu umrzeć,
    wyłam i ja, sprzątając po nim wszystkie jego miseczki i gryzaki.
    za bardzo go kochaliśmy, tak powiedział weterynarz, i tyle.
    teraz?
    jakaś babka wsiada do tramwaju ze swoim pikusiem i mówi, to miłość bez granic, patrze na nich i uciekam, trudno nie ryczeć w pojeździe pełnym ludzi, dżidżas.
    shingle, to jeszcze długo potrwa i będzie gorzej.
    przynajmniej dla mnie.
    zamiast zwierzaka kupuję rower, przynajmniej nie merda ogonem.
    ściskam Cię,
    stara dobra longkiss.

  • jaskrawa

    smutne, gdy odchodzi zwierzak, znam ten ból bardzo dobrze. dobrze, że ją przytulałaś, że spokojnie zasnęła. zrobiłaś dla niej to, co mogłaś najlepszego, pozwalając jej tak odejść. Karo opowiada czasem o ludziach, którzy za wszelką cenę leczą zwierzęta, nie mające już żadnych szans w walce z chorobą, cierpiące do ostatniej chwili bo ich właściciele nie potrafią się z nimi rozstać i eutanazja bardzo chorego zwierzaka wydaje im się wręcz czymś nieetycznym. skręca mnie jak słyszę takie historie. rzeczywiście można czasem dojść do wniosku, że zwierzęta bardziej zasługują na uczucia niż ludzie…

  • toxicity

    Strasznie Ci, Kamyku, współczuję. Sama jestem w trakcie przerabiania tematu.
    Wiem, jak to jest, kiedy parę kilo futra staje się najbliższym przyjacielem.
    A teraz wiem jak to jest, jak po prawie ośmiu latach bycia razem przychodzi się zmierzyć z jego powolnym odchodzeniem..

  • marecki

    [']
    niech jej smakuje Wieczna Zielenina.

  • swojanka

    rozumiem Cię i bardzo współczuję :(
    przerabiałam takie rozstanie naście lat temu, kiedy odszedł mój pierwszy kot-przyjaciel

    nie wiem jak będzie po kolejnym, bo na razie żyje w zdrowiu :)

    P.S. lecz się tym czym się strułeś

  • kind of

    Czytam po raz X i ciągle płakać mi się chce… :( Też mam nadzieję, że dla futrzaków to znaczy cokolwiek, że o nich dbaliśmy, kochaliśmy i mizialiśmy, niczym członków rodziny…

  • kind of

    Zastanawiałam się, czy Ci to napisać, ale napiszę jednak – podziwiam Cię za siłę, że zdecydowałaś się na uśpienie. Powiem szczerze, że jak myślę o tym, że któregoś z moich futrzaków miałabym uśpić, to na samą myśl wyję jak bóbr.
    Kazałam im podpisać cyrografy, umrą dopiero po mnie, ale muszę jeszcze kazać im podpisać aneks, że nie będą chorować!

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>