Tagi

sierp

Lubię lodowaty łyk wody gazowanej, prosto z lodówki, mnóstwo bąbelków na podniebieniu, prawie w czaszce. I lód w przełyku, tam też bąbelki, szleństwo, zazwyczaj czkawka przez chwilę. 
Upał. Podobno ochłodzenie idzie.

Syn sąsiadów - jego ojciec już staruszek powoli - wyszedł z psem na spacer. Ta sama sylwetka, ułożenie rąk, postawa jak u padre. Identyko. Wiem, jak będzie wyglądał w wieku swojego ojca. Niesamowite dziedziczenie.

Bilety do wrocka kupiłam, wakacyjny złapałam tylko na piątek ‚do’, świetna cena + miescówka, wracać będę już normalnie czyli regionalnymi, trochę dłużej, bez miejscówki, ale startuje z wrocławia, więc nie jest źle ;)

Szkoda, ze plażowi nie dali dziś rady, ale brąz w ciężarach jest :)

lip.

Przez kilka dni nie miałam dostępu do netu i świat się nie
zawalił. To apropos artykułu w Newsweeku „Internetowe nałogi zabijają naprawdę”.
Nie miałam, bo u Jaskrawych pomieszkiwałam i opiekowałam się Diablo, uroczo
wyrosła, w zasadzie to moja wina/zasługa, że jest u nich. Miałam lapka, ale niestety sąsiadów radiowy sztuk dwa, zabezpieczony hasłem. To nic, obejrzałam 2gi sezon gry o tron a Diablo wyspała się na moich kolanach za wszystkie czasy, wyszalała się też i nawet nie tęskniłam za graniem w Diablo ;)

Przypomniałam sobie, że w Pradze oglądaliśmy „Lincz” a ja
napisałam krótkie spostrzeżenie na temat, dostępne na rzutniku. Może starczy mi zapału, żeby napisać też o prometeuszu i nietykalnych, bo ostatnio nawiedzałam kino.

Kurde, znów ciepełko, gorzej że w pracy jak zwykle bez klimy. Na nowe kamery na budynku i ich okablowanie pieniądze są, na klimę dla pracowników nie ma (oczywiście niektórzy ją mają, reszta niech się gotuje). Co za gówno.

lapek

pierwsza notka na nowym laptoku. W zasadzie korzystam z niego, gdy chcę pograć w diablo 3, ale dziś postanowiłam także sprawdzić wstawianie notek. Pomijam, że ze względów technicznych net muszę przełączać z peceta na lapka i odwrotnie, nie posiadam wifi (stare podłączenie, do tego mocno skopane), ale do tego tu mam windows 7, którego nie znam i który doprowadza mnie czasem do szewskiej. W pracy też mam, do tego nowego ofisa, więć irytacja podwójna. Przerzucili mnie na nowy front robót, choć oczywiście dotychczasowe zadania nie uległy zmianie, więc nie tylko się wdrażam w nowości merytoryczne ale też w nowego excela i inne ofisowe pętelki, wkurza mnie outlook i mogłabym tak wymieniać.

Zastanawia mnie dlaczego difoltowo (pięknie spolszczone ;/) ustawia mi się kraków – wiadomości lokalne, pogoda itp. w serwisach?
 

uczerw

Upał przeżuł mnie i wypluł. Gwoli wyjaśnienia, nie mam klimy
w pracy, więc się gotuję. Do tego znów przesuwają mnie „na front”, widać to
moje fatum, los przesądzony, nie pierwszy raz i pewnie nie ostatni.Tym razem zostawiają
na mojej głowie system działający i obsługę tegoż (swego rodzaju admin) i dokładają
obowiązków oraz nauki. No cóż, los nie wybiera, chyba się przyzwyczaiłam. Kasy dodatkowej oczywiście nie będzie.

Dziś
strzeliłam sobie drzemkę, organizm się domagał. Kurcze, optuję za sjestą w
upały!

Upały zaczęły się od piątku a w piątek miałam urodziny. W
zasadzie co roku 29go czerwca jest ciepło a bywa gorąco. Straszliwie mi miło i
ciepło, że się zjawiliście na Mariensztacie w dużej liczbie, serdeczne dzięki :) Wina
super, jedno już spożyte, pyszne; książki się czytają/przeglądają – w jakiś
cudowny sposób wiecie co lubię :)   Lubię
też muzykę, ale ostatniego Kasabiana ściągnęłam a Marecki doinformował, że tuż zaraz
będzie nowy krążek Skunk Anansie. Wow :D

lato już

Rowerowanie jest dobre na wszystko. Pojechałam nad Wisłę, wyłożyłam
się na trawie, zjadłam czereśnie, poczytałam, popatrzyłam na chmury, na rzekę. Dobry czas.
Posłuchałam też Myslovitz (nowy wokalista, hm?) podczas próby. 

Kurka, tylko ja potrafię znaleźć mrowisko
czerwonych i zjadliwych mrówek na poboczu ścieżki rowerowej. Oblazły mi pół
nogi (sandały rulez, sportowe, ale to nic nie zmienia) i kończąc rozmowę by
phone szybko i dość nerwowo starałam się ich pozbyć, dobrze, że tylko obuw
zrzucić musiałam. To się nazywa mieć szczęście, zapewne nie mają zbyt wielu okazji,
więc obłażą kogo popadnie ;) Doma wróciłam dłuższą trasą, przez pragę starą i
jej klimaty. Btw. tylu co ostatnio policjantów i straży miejskiej w moim mieście
nie widziałam nigdy; me.

Oczywiście oglądałam mecz i oczywiście kibicowałam Hiszpanom.
Wygrali :)

**

Różne rzeczy wpisuje się w przeglądarki, ale ostatnio u mnie ujeły mnie:

blog wykształciuch stadion gdańsk mały krok dla człowieka wielki dla ludzkości (wielość słów),

nawet nie wiem czy dobrze robie- nikt mi tego nie powie- dopoki sama nie sprobuje to sie nie dowiem(…) (czyżbym zacytowała coś, czego nie pamietam?)

iść

Apdejt: po śnie i po dniu kolejnym.

Jesteś, bo byłeś ważny.

Byłeś ważny, ale już Cię nie ma.

Taka mała mantra. Pomaga. Zwłaszcza, że to nie jest koniec świata i nie czuję, że rymuję. Życie może być całkiem znośne bez myślenia o tym, o czym nie powinnam. Byle się czymś zająć. Stopy na trawie, słońce, muzyka, czytam. Dzięki za lato! :) A ileż książek czeka na przecztanie! ;) A jutro rower, o ile nie nadejdą burze.

**

Parafrazując Elektryczne Gitary – to już jest koniec nie ma
już nic,  jestem wolna mogę iść.

Szkoda, że to nie jest takie proste. Niby wiedziałam, że nic
z tego, ale do dziś tliła się mała nadzieja. Nadziejka. Dziś wiadro lodowatej
wody na głowę. I tak, oczywiście
wino to nie jest rozwiązanie, ale to jakieś wygłuszenie/znieczulenie. Jutro już
będzie lepiej a nawet całkiem dobrze, bo jak mówią, nadzieja umiera ostatnia
a ja mówię, że gdy umrze, to będzie spokój, no i jeszcze jutro wstaje nowy dzień. Kurcze, a może nie było warto, nie wiem. Czasem
ciężko oddać kawałek siebie, ale to też można zrobić szybkim cięciem. Zrobiłam.
Dziś. Teraz. Musiałam. Mam kolejną nadzieję, że szybko się zagoi, bo to mrzonki. 

A o.n.a.- Kiedy powiem sobie dość.

I jeszcze, żeby tak podsumować wariactwo, to stwierdziłam, że jestem porąbana, bo jest ktoś bliski, ktoś, kto również za cholerę nie jest, bo jest z kimś, jest daleko, choc niedługo będzie w Polsce. Za diabła nie wiem po co mi się tak mózg lasuje. Zdecydowanie sama sobie stwarzam problemy. 

Dzięki Ynez, choć tu wcale nie zaglądasz, za długą rozmowę, bo
jesteś zwykle blisko i za te chichoty, i kreatywną krytykę i w ogóle że jesteś,
dzięki Motylku za chwilowe oderwanie. Dziś miałam ten bardziej skomplikowany dzień roku. Jutro będzie słońce. Tak
właśnie, tak będzie. I już.

pająk i cała reszta

Przez dwa dni, uparcie chował się pod garnkiem, który leży
odwrócony do góry dnem w drugim zlewie i służy do płukania warzyw i owoców.
Pomimo ciągłego wyganiania wracał na „swoje” miejsce. Mały pająk. Uparciuch.
Dziś został wyekspediowany za okno. Nie poddał się, co prawda nie dotarł do
zlewu, ale wrócił na okno i właśnie plecie pajęczynę. Widać przywiązał się i
zżył z domostwem. Zgłodniał zapewne, dwa dni pod garnkiem robią swoje, może coś
wkrótce złowi ;)

Ależ czas nastał, tyle piłki nożnej dawno nie oglądałam.
Może niekoniecznie żyję tylko mistrzostwami, ale lubię dobre mecze, gdy
zawodnicy walczą. Zwłaszcza, gdy w drużynie są ciacha :D

Oprócz śledzenia meczów śledzę też od dawna gniazdo bielików
i sokołów wędrownych online. Ileż emocji a i trochę wiedzy łyknęłam na temat
tych pięknych ptaków. Dla mnie arcyciekawe.

No i tak… wracam do meczu Szwecja – Ukraina.

Koniec

W czwartek, tuż przed 18stą Kiculka przeszła przez tęczowy
most. Już Jej nie ma, ale wiem, ze teraz kica po zielonej łące. Zasypiała na
moich rękach, zasnęła spokojnie, lizała mnie po dłoni, głaskałam Ją i
przytulałam, chrupała cichutko, z zadowoleniem a Kuba powiedział, że na koniec ziewnęła
(nie widziałam, bo ją przytulałam). Potem dostała ostatnie środki, które
sprawiły, że zasnęła na zawsze. Moja decyzja była konieczna, żeby nie cierpiała,
była już chora za bardzo, przeżyła 9,5 roku, bardzo szczęśliwa, tak myślę i
taką mam nadzieję. Kochana, głaskana, zadbana na 100%, w super otoczeniu i z
jeszcze lepszym żarełkiem ;)

Zostawiłam ją w lecznicy, bo pogrzeb musiał być następnego
dnia. Gdy wróciłam do domu, sprzątnęłam wszystko co mogłam, co było Jej, a Jej
był w zasadzie cały pokój. Sprzątałam i wyłam. Dzięki Ynez za wsparcie od razu
i Pat tez dzięki za potem. W piątek pojechałam z Madre po Kiculkę i zawiozłyśmy
Ją na cmentarz dla zwierząt tuż pod wawą. Pięknie tam, gdy się przedostać od
drogi, pomiędzy stacją benzynową a firmą jakąś tam, to cmentarz jest pod lasem
a jego spora część już w lesie. I gdy już było po, gdy była pochowana przy Magicu
(mój pies), to mi ulżyło i jakoś tak ciut  lepiej się poczułam. To dziwne i jednocześnie
dobre miejsce, gdzie setki a nawet tysiące ludzi zostawiają swoich najlepszych/jedynych
przyjaciół. Po wielu latach od pogrzebania psiaka, po pogrzebie Kicki, zdecydowałam
się na płytę pamiątkową. Pojadę za kilka tygodni, znów zapalę lampkę, tak, tak
samo jak się je zapala ku pamięci zmarłych ludzi. Na tym cmentarzu są setki
kolorowych wiatraczków, sporo maskotek, zdjęcia, wiersze i w ogóle jest tam tak czule i ciepło, że sama
chciałabym mieć tam urnę z własnymi prochami pogrzebaną. Dla mnie Kiculka była bliższa
niż większość ludzi, była moim najbliższym przyjacielem i dlatego proszę, żeby
nikt, kto nie jest w stanie tego zrozumieć (więzi i miłości pomiędzy
człowiekiem a zwierzęciem) nie napisał ani słowa w komentarzach. 

Cały czas za Nią tęsknię i nie bardzo umiem znaleźć sobie miejsce.

..

W ogóle wszystko ok. W szczególe też. Wstaję o 5.30, potem
cały dzień coś, nie tylko 8 godzin w pracy (dobrze, że tylko osiem). Wszystko
dobrze. I zupełnie nie wiem, dlaczego czasem pękam. Może się nie wysypiam, może
mam humory. Może mam świadomość, że prawie jedyna istota mi bliska powoli
odchodzi (ale trzyma się całkiem, dziś do 20-stej u weta, nawet pozytywnie po)
i chce nadal być. Tu pytanie – czy mnie by się chciało? Pewnie nie.

Całkiem płytko ostatnio. I nic, że coś czytam (polecam
ostatnie  „Lekarze, naukowcy, szarlatani”
dla myślących ludzi, którzy nie lubią być manipulowani) i staram się też przeglądać
recenzje, bo nigdzie nie chodzę. Nie pamiętam jak wygląda teatr, kino, ktoś
bliski. Słucham radio roxy, utrzymuje mnie muzycznie w pionie. Reszta dowolnie.
Teatrzyk na poziomie, jak mniemam. Przynajmniej czasem.

Miło będzie pojechać znów do Pragi  (kur..a 12 godz. w autokarze, bo lotniczy
beznadziejnie drogi), ale miasto urocze, jakaś odmiana, znów zajrzę do Saudków
(na pewno coś nowego w galerii) i do Muchy (tam nic nowego oczywiście ;) i
jeszcze w parę fajnych miejsc tam. Lepsze to niż nic, ale szkoda, ze Madryt
poleciał w zapomnienie. Ech. Tak to jest, gdy nie bardzo ma się możliwości, bo
brak towarzystwa do podróży bardziej wymarzonych.

Odczuwam pisanie tu, pisaniem dla siebie, dawno tak nie
miałam.

I nadal rzeka dzieciństwa a i kasabian (np. ten) jeszcze bardziej jakoś dobrze mi się słuchają. Nic wielkiego, ale to też dobrze mi gra.

że tę

Od kilku tygodni uwielbiam! Nie jestem fanką reggae, ale ten
singiel z płyty Maleo Reggae Rockers „Rzeka dzieciństwa” fajnie misie wkręca, jest inny :) Dużo funk i groove, dzięki którym nie da się usiedzieć w miejscu a jeśli już, to tylko pozornie. 

*

Jajeczko, jajeczko się zbliżaaa! I długi weekend w związku z
tym. 

Nie obchodzę tak, jak rzesza katolików, ale jak najbardziej
poważam tradycję. Zwłaszcza, że lubię jajka (najmniej sadzone) i mogę jeść w
każdej postaci! Dobra, wiem że nie o to chodzi. Odnośnie świąt, korzystam jako ateistka, bo szefostwo dało
jutro dzień wolny. Wow. Oznaczało to tyle, że siedziałam dziś dłużej, kończąc prezentację
na szkolenie na „po świętach”, by jutro nie wracać do fabryki (teoretycznie
mogłam to zrobić w domu), ale część rzeczy mam tylko w formie papierowej, (nie
chciało się zapisywać plików, oj nie) a tachać ze sobą/przesyłać, tudzież znów „grzebać” nie zamierzałam.

*

Nie chciałam nosić ciężrów także dlatego, że ograniczam tachanie owych.
Od kilku tygodni zmagam się z problemem/kontuzją górnej części kręgosłupa,
bardzo bolesną. I tu spostrzeżenie; gdybym chciała sobie pomóc a raczej
specjaliści mieli by mi pomóc w ramach nfz, to na rehabilitację czekałabym mniej
więcej do października. Ponieważ nie mogłam w miarę normalnie funkcjonować,
wybrałam się do magicznego fizjoterapeuty prywatnie. Warte podkreślenia, że nie
tylko jest polecany (taka szeptana reklama, pomógł kilku znajomym osobom) jak
cała klinika zresztą, to ma mnóstwo kursów i szkoleń za sobą a do tego
specjaliści z tej kliniki rehabilitują sportowców, np. naszą kadrę siatkarską.
Uwierzyłam. Chodzę i płacę oczywiście, ale po dwóch wizytach jest wduża
poprawa, więc nie żałuję. A ostatnio mam takie śmieszne, elastyczne plastry na
plecach. Zapytałam, czy jest rzucik ‘w króliczki’, niestety można wybrać tylko
kolor, rzucików nie ma. Wracając do sedna, jak człowiek ma się leczyć/zlikwidować
ból, skoro ubezpieczenie proponuje pomoc za wieeele miesięcy? Nie rozumiem.

*

Czy ktoś ma lepszy namiar na tani i sprawny transport do Pragi, tej
czeskiej, niż polski bus czy jakoś tak? Autostop odpada, samolot też (kosztuje krocie).

la la la

No to wykrakałam w notce z lutego
tego Kasabiana, w sensie kawałek, ciągle grany w roxy, mojej ulubionej i prawie
 jedynej (czasem przełączam na chillizet)
stacji radiowej. Czy naprawdę nie mają w zasięgu ręki nic innego niż „Goodbye kiss”?
Kiedyś wrzucali dla odmiany „Days are forgotten” lub „Underdog”, itd., ostatnio tylko goodbye..
nosz! 

.

Przyszedł wreszcie i naprawił,
dźwięk a i dostęp do wszelakich kawałków jutiuba, nie wiem jak. Siedział,
gmerał, instalował, zaśmiecał kompa i się udało, choć mówiłam tylko o dźwięku,
to w cudowny sposób uleczył także możliwość odtwarzania kawałeczków. Noo,
szacun Pat :D

Osobiście zdychałam na ból
ramienia, szyi i pobocznych, do dziś napierd..a nieźle, dlatego od kilku dni
zero ćwiczeń, nawet lekkich w domu, a siłownia opłacona, tiaaa.

 

..

Rozmowa.

 

Dzwoni telefon, wyświetla się
„zastrzeżony”

 

Głos Żeński:  dzień dobry, dzwonię z banku, czy pani NN (tu
pada moje imię i nazwisko)?

Ja:  Przepraszam, niedosłyszałam, skąd pani dzwoni?

GŻ:  Z banku.

J:  Z jakiego banku?

GŻ:  Nie mogę powiedzieć, dopiero, gdy
zidentyfikuję rozmówcę.

J:  No to ma pani pecha, żegnam.

 

Pyk! Zamykam patisona.

Czy to ja do niej dzwonię czy ona
(czyli bank) do mnie? Ja mam sprawę czy ona (czyli bank)? A poza tym te
kretyńskie wewnętrzne regulaminy dot. bezpieczeństwa banku oczywiście, nie
mojego, bo skąd mam wiedzieć z kim rozmawiam, jak mam zidentyfikować ową
instytucję, skoro dzwonią z zastrzeżonego? A i tak nie chciałoby mi się
prowadzić dochodzenia.

.

Dziś pomyślałam o człowieku, z którym współpracuję zawodowo, jeszcze
w piątek wieczorem był w Krakowie. Nie odpowiadał na @ z piątku i z dzisiaj.
Zaczęłam się zastanawiać, czy… zadzwonił, wrócił pociągiem, godzinę wcześniej
niż skład, który miał czołowe zderzenie.

*

Skasowałam płaczliwy wpis z weekendu, bo nawet mnie
zirytował. Po prostu trzeba spojrzeć prawdzie w oczy, to nie jest wina
otoczenia lecz moja w głównej mierze. Choć oczywiście są wyjątki potwierdzające
regułę. Jaką regułę? Świetnie umiem palić za sobą mosty, gorzej idzie mi ze
wznoszeniem nowych. Zapewne to także kwestia wieku (mojego, nie świata), kiedyś
było łatwiej. Z dystansu obserwuję jak kolejne osoby wypadają z orbity a ich
miejsce rzadko zajmują nowe, tym bardziej cieszy kilka świecących obiektów :). Czasem
to ja nieco koryguję swój szlak. Z zaskoczeniem obserwuję, że niezależnie od
tego czy ja odchodzę czy mnie zostawiają, niektóre światełka zaczynają poruszać
się po wspólnej orbicie, choćby czasowo. I tak trwa kosmos wzajemnych relacji ;)

*

Skasowałam także jakąś wtyczkę, bo widzę, że nie widzę. Nie
odpala misie sporo kawałków na jutiubie. Zdolnam. Jakaś podpowiedź? :D

*

Jeśli brakuje Wam uśmiechu a w zasadzie rechotania pod nosem
(doświadczyłam, zwłaszcza w środkach lokomocji publicznej), to polecam „Brak
wiadomości od Gurba
” Mendozy. Lekko, łatwo i przyjemnie. Można zarzucić, że
w tym dzienniku kosmity, który wraz z towarzyszem wylądował w Barcelonie,
brak podsumowań, ale mnie satysfakcjonuje pamięynikowo/blogowy zapis a co najważniejsze – rozśmiesza. Mam
wrażenie, że autor także dobrze się bawił. Lekkie i strawne, choć nie bez
podtekstów, że pieniądze szczęścia nie dają a i oczywistych stwierdzeń o cenie
gruszki w 2060tym którymś ;). Przypadło mi także dlatego, że w Barcelonie byłam
czas jakiś i uwielbiam to miasto ;)